czwartek, 17 września 2015

Bo noszenie pompy nie musi być nudne :-)

Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z pompą insulinową, a było to 6 lat temu, usilnie poszukiwałam czegoś ciekawszego i weselszego niż ciemne i drogie oryginalne etui od Medtronica. Na brytyjskich czy amerykańskich stronach było od groma cudnych, kolorowych saszetek. Na szczęście teraz możemy przebierać w ofertach firm, które zajmują się szyciem takich etui. 

Dzięki uprzejmości pani Kasi ze sklepu Słodziakom.pl otrzymałam takie szyte etui. Wybrałam motyw komiksowy, który chciałbym Wam dzisiaj zaprezentować w dzisiejszym wpisie. 




Saszetka jest uszyta z miękkiego materiału. W środku dodatkowo między warstwami materiału została umieszczona gąbka, która stabilizuje i chroni pompę insulinową. Zamykana jest na zamek błyskawiczny. Do saszetki doszyta jest dwucentymetrowa gumka z zapięciem, którą można regulować, więc jest to produkt nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych.

 Wymiary takiego etui to 8 cm x 11 cm x 2 cm, a maksymalna długość paska wynosi 80 cm. Jeśli potrzebujemy dłuższy pasek to wystarczy o tym poinformować na etapie składania zamówienia.





Etui jest bardzo starannie wykonane, w środku ma wszytą nawet metkę, więc nie jest to produkt "no name" :-)





Na pewno nie raz wsadzę w nie moją pompę i polecę na spacer czy spotkanie ze znajomymi :-) A w sklepie znajdziecie nie tylko saszetki na pompy insulinowe, ale również koszulki i misie.

piątek, 19 czerwca 2015

Zmiany, które wprowadziłam w życiu

Nie będę ukrywać, pobyt w szpitalu na "tygodniu pompowym" dał mi dużo, rozjaśnił kilka rzeczy. Od pewnego czasu zaczęłam wprowadzać niektóre rzeczy w życie. Tak, tak, powinnam była to zrobić już wcześniej, ale tak to czasem bywa- potrzebny jest impuls.  Co takiego robię, żeby moje cukry były lepsze?



Zaczęłam wymieniać regularnie wkłucia
Obecnie nie zdarza mi się trzymanie wkłucia dłużej niż 4 dni (wcześniej dociągałam nawet do 6). Po wymianie wkłucia, dzięki Waszym radom, zwiększam bazę na 150% na 1,5-2 godziny. Cukry są o wiele lepsze, nie mam już problemu z cukrami na poziomie 200 kilka godzin po wymianie wkłucia.

Przestałam bać się nocnych niedocukrzeń
Mając cukier na poziomie 100-120 przed snem nic nie dojadam, ewentualnie wypijam kilka łyków soku i idę spać. Czasem mierzę cukier w nocy jak się obudzę. Wiem, że w szpitalu ustawili mi bazę na tip-top i nie ma możliwości, żebym przy prawidłowym "prowadzeniu się" miała w nocy hipo.

Zaczęłam się ruszać
Nie jest to jakiś spektakularny wysiłek, ale COŚ ROBIĘ! Jeżdżę na rowerze (póki co max. to 17 km wokół naszego miasta), chodzę na spacery, a jak jest brzydka pogoda to robię przysiady. Wysiłek fizyczny planuję tak, żeby nie mieć w sobie aktywnej insuliny podanej do posiłku tak jak radzili nam w szpitalu. Mimo kilkugodzinnych wycieczek rowerowych do tej pory nie zaliczyłam ani jednego hipo, co najwyżej jakieś 75-80 mg/dl, na które zawsze coś dojadam (obecnie hitem u mnie są batony proteinowe i batony musli z Biedronki).

Zaczęłam inaczej reagować na niedocukrzenia
Kiedyś normą było u mnie zjedzenie 5 saszetek cukru, popicie ich słodkim sokiem i dopchanie się niemożliwą ilością ciastek. Skończyło się. Teraz wypijam 200 ml soku (w kartoniku, kupuję w marketach) i zjadam coś normalnego (np. kanapkę) albo i nienormalnego (dobra, zjem te ciastka, ale góra 2, a nie całą paczkę).

Zmieniłam tryb jedzenia
Jeśli zjadam obiad o 15:00 to najwcześniej jem kolację po 18:00. Skończyłam z podjadaniem co godzinę- półtora. Do bolusa do obiadu dorzucam od razu insulinę na na kawę i ciasteczko czy loda (o ile mam ochotę coś zjeść), a nie podaję kolejnego bolusa za godzinę. Ograniczyłam fast foody do ewentualnego zjedzenia czegoś w weekend, a nie 3 razy w tygodniu. Nie mam nawet ochoty na żelki. 

Nadal prowadzę tradycyjny dzienniczek
Notuję w nim wszystko - wysiłek fizyczny, tymczasowe zmiany bazy, co jadłam, o której, kiedy wymieniałam wkłucie (+notuję dzień następnej wymiany), notuję nawet jak boli mnie głowa. Robię to nie tylko dla siebie, ale i dla lekarza - nie raz zdarzyła mi się sytuacja, że lekarka pyta mi się "o, a tu co było", a ja oczy wywalam, bo nie pamiętam czasem co było tydzień temu.

Ciekawa jestem, ile to potrwa :-) Mam nadzieję, że jak najdłużej, bo w końcu udało mi się zejść na glukometrze poniżej 140mg/dl na 2 tygodnie. 

Dzisiaj zaczęłam też myśleć o ustawieniu dodatkowego schematu na weekendy, bo wtedy jednak mój dzień wygląda inaczej- wstaję później, jem co innego na śniadanie. Obrona za 2 tygodnie, więc skończą się wyjazdy na uczelnię i to całe pomieszanie z poplątaniem. 

Poczekamy - zobaczymy. Póki co mobilizacja jest :-)

wtorek, 9 czerwca 2015

Co u mnie? Post totalnie zbiorowy :-) #2

Dzisiaj w skrócie postanowiłam napisać, co ciekawego u mnie ostatnio słychać, a trochę się dzieje :-)

W końcu zrobiło się ciepło i mogę bezkarnie uprawiać balkoning. Oprócz wygrzewania się na balkonie łączę przyjemne z pożytecznym i uczę się. W ubiegłą niedzielę miałam ostatni egzamin, który okazał się strasznie ciężki i szczerze mówiąc nie wiem jaki będzie wynik. 



Dodatkowo, jakby tego było mało 4 lipca mam obronę pracy magisterskiej i najpóźniej muszę zdać indeks i pracę do 20 czerwca... Wyniki egzaminu będą 12go, ewentualna poprawka i nie załapiemy się na termin. Bardzo dużo osób jednak ma przeczucie, że będzie dobrze i zdążymy. OBY! Jednocześnie nie tylko obrona, ale i upragniony urlop (1-18.08.) zbliżają się wielkimi krokami! W tym roku wybieramy się z mężem do Kołobrzegu na tydzień (8-16.08.). Będą to w sumie nasze pierwsze (i może w końcu ostatnie?;)) wakacje we dwójkę - wcześniej zawsze jechaliśmy z kimś. A to z kuzynem, a to z kuzynką i jej chłopakiem. W tym roku powiedziałam 'dość' i zarządziłam wypad we dwójkę. Wynajęliśmy kawalerkę praktycznie za samą latarnią, na wprost wyjścia z budynku mamy ścieżkę na plażę, bliziutko. Już się nie mogę doczekać!


(Źródło: http://www.kolobrzeg-apartamenty.pl/ )

Rozpoczął się również sezon piwno- grillowy. Radzę sobie póki co nieźle i nie unikam w końcu bolusów złożonych/ przedłużonych. W tym kieruję się wskazówkami ze szpitala. Nie zawsze się uda, ale w większości przypadków (np. 2 kiełbachy z grilla i 2j na 5h) jest ok. Cały czas gorzej mi idzie z pizzą przez to, że nigdy ta pizza nie jest taka sama i każda pizzeria ma jednak inne ciasto czy inną metodę robienia pizzy.


Jako że pogoda dopisuje to korzystam z bycia na świeżym powietrzu. Z mężem objeżdżamy Wągrowiec rowerami, chodzimy na spacery.Ostatnio byłam też na imprezie firmowej z okazji Dnia Samorządowca- zrobiliśmy w urzędzie zrzutkę i zorganizowaliśmy spotkanie na pobliskiej strzelnicy. Była karkówka z grilla, różne pyszności, strzelanie do balonów, do tarczy, a później kalambury i tańce. Oj, było wesoło! A jak pogoda nie dopisuje to korzystamy z tego, że mamy w mieście fajne kino (jest nawet 3D) i chodzimy na filmy. Teraz mamy w planach Jurrasic World :D




Cukry jak to cukry - raz dobrze, a raz źle. Dziś zaczęłam dzień z poziomem 85 mg/dl, ale niestety nie wiem co się stało i 2 godziny po śniadaniu (identycznym jak co dzień + nic nie dojadałam na to 85) był na poziomie 205 mg/dl :-/ Ostatnio będąc na uczelni i mając dość intensywny dzień nabawiłam się znów szybko spadającego cukru, co zasygnalizował mi okropny ból żołądka i mdłości. Mimo, że staram się starać to nie potrafię zejść poniżej średniej 140mg/dl. Martwi mnie to, bo nie wiem jak sobie poradzę jeśli będzie chodziło o planowanie ciąży. Mam nadzieję, że moja diabetolog mi w tym dopomoże, bo czarno to widzę póki co ;-)

 Mam nadzieję, że u Was wszystko ok i że aktywnie spędzacie wolny czas. Część z Was podczytuję na blogach i Facebooku oczywiście! :-)

środa, 3 czerwca 2015

Gdzie zakładać wkłucia?

Wybór miejsca, gdzie założymy wkłucie nie zawsze jest łatwy tym bardziej, że prawie każdy szpital, każdy lekarz czy każda firma ma swoje do powiedzenia w tym temacie.

Szkoła Medtronic


Firma Medtronic jako miejsca odpowiednie do zakładania wkłuć proponuje nam:
  • brzuch
  • tzw. "boczki"
  • pośladki
  • ramiona
  • uda.


Miejsca wkłuć możemy zmieniać według zasady MW:


 lub według zasady zegara:






Należy unikać zakładania zestawu infuzyjnego:
  • w promieniu 5 cm od pępka
  • w miejscu, gdzie ciało naturalnie często się zgina
  • w miejscach, które mogą być podrażniane przez ubranie (np. na wysokości paska)
  • w miejscach, gdzie występują blizny bądź zgrubienia lub rozstępy.

Miejsca założenia zestawu infuzyjnego powinny znajdować się co najmniej:
  • 5 cm od sensora
  • 5 cm od pępka
  • 7,5 cm od poprzedniego miejsca założenia wkłucia.

 Szkoła Accu-Chek:


Accu-Chek zaleca, aby zestawy infuzyjne wkłuwać w skórę okolicy brzucha ze względu na najlepszą absorbcję insuliny. Wkłucia można umieszczać w innych miejscach, ALE należy to skonsultować z lekarzem prowadzącym. Alternatywne miejsca instalacji zestawu infuzyjnego to biodra i pośladki, zewnętrzna strona uda i tylna strona przedramienia.






Accu-Chek proponuje też troszkę inną rotację w postaci zygzaka:



Szkoła pompiarze.pl:


Według pompiarze.pl najlepszym obszarem do zakładania wkłucia jest oczywiście brzuch. 

Biodra i pośladki - wolniejsze wchłanianie niż ma to miejsce w obszarze brzusznym ale bardzo dobre miejsce dla osób aktywnych i o niskiej masie tłuszczowej.

Zewnętrzna część uda - wolniejsze wchłanianie niż ma to miejsce w obszarze brzusznych ale może przyspieszyć wraz z wykonywaną aktywnością fizyczną. Wykorzystanie wewnętrznej powierzchni uda zwiększa ryzyko podrażnienia i infekcji (np. cellulitis).



Miejsca, których powinno się unikać:

  • Tkanka bliznowata
  • Lipohipertrofia
  • Blizny po zabiegach chirurgicznych
  • Obszary po liposukcji
  • Obszary stłuczone, siniaki
  • Obszary bardzo wrażliwe
  • Obszary narażone na dużą aktywność
  • Obszary bezpośrednio nad kością
  • Obszary bezpośrednio pod paskami ubrań
  • Obszary bezpośrednio wokół pępka
  • Body piercing
  • Tatuaże.

Szpital im. F. Raszei w Poznaniu

W szpitalu im. Franciszka Raszei w Poznaniu miejscami prawie że zakazanymi są uda i ramiona ze względu na to, że w tych miejscach mięśnie pracują więcej i wchłanianie insuliny może być różne. Dodatkowo na ramionach insulina w drenie poprzez wystawienie na słońce latem może spowodować jej dezaktywację.

Porady szpitalne kompletnie mi nie odpowiadają, bo w końcu nie każdy może kłuć się tylko w brzuch- ja np. po jednej stronie brzucha mam bliznę po operacji i strona ta do zakładania wkłuć kompletnie odpada, bo nie czuję się komfortowo, wkłucie tam często boli mnie już po jednym dniu. Z kolei boczków nie mam i próba założenia tam wkłucia zakończyła się fiaskiem. 

Wiadomo też, że ktoś kto biega nie będzie zakładał wkłucia na udzie. Tak samo osoba, która pojedzie nad morze nie będzie się narażała i zakładała wkłucia na ramieniu. 

Według mnie każdy metodą prób i błędów znajdzie swoje miejsca na wkłucia, a ww. "szkoły" mogą być jedynie podpowiedzią. Dla mnie najlepszym miejscem jest oczywiście brzuch (lewa strona) i ramiona.

BTW- na Instagramie znalazłam raz dziewczynę, która wkłucia nosi na klatce piersiowej, 5 cm pod obojczykiem :o Uważa, że w tym miejscu wkłucie działa równie dobrze jak na brzuchu czy ramieniu i nie boli jak mogłoby się wydawać.

A Wy gdzie zakładacie wkłucia? Pamiętacie o regularności w wymianie i rotacji miejsc? :-)


P.S. 
Do napisania wpisu wykorzystałam materiały ze stron:
Medtronic
pompiarze.pl
Accu-Chek

środa, 27 maja 2015

Jak przejść z pompy na peny?

Będąc kiedyś na wizycie u mojego diabetologa usilnie dopytywałam o kwestii przejścia z pompy na peny. W końcu moja pompa chodzi non stop od listopada 2009 roku i boję się, że w końcu przyjdzie na nią czas. Lekarz nie bardzo potrafił mi to wyjaśnić, jakby nawet unikał tematu. A to przecież jest tak ważne! Bo co, jeśli pompa nagle stanie, popsuje się, zostanie skradziona (bo przecież i tak może się zdarzyć)? Według mnie wskazówki co do przejścia z pompy na peny powinny być udzielane przez lekarza od samego początku.



Będąc w szpitalu im. Franciszka Raszei w Poznaniu na tzw. "tygodniu pompowym" dowiedziałam się tego, czego nie dowiedziałam się od mojego lekarza odnośnie przejścia.

Podstawą w byciu pompiarzem/ pompiarką jest posiadanie w domu: 
  • sprawnych penów, 
  • igieł do penów 
  • insuliny szybkodziałającej, 
  • insuliny długodziałającej.

Owszem, bez insuliny długodziałającej można się obejść, ale tylko przez bardzo krótki okres czasu - można poratować się podając penem małe ilości insuliny szybkodziałającej. Zatem w przypadku penów możemy podać albo 0,5 albo 1j insuliny co jakieś 3 godziny.

Według lekarzy obecnych na szkoleniu przy przechodzeniu na peny na naszą insulinę bazową należy podać wielkość dawki podstawowej z pompy + 20% jej wartości. Czyli w przypadku podawania 17 j dawki podstawowej musimy do niej dorzucić jakieś 3 j, co razem daje nam 20j insuliny długodziałającej. Wiadomo, nie u każdego to się sprawdzi- jeden będzie miał za mało, drugi będzie miał za dużo. Pewnym jest, że cukry na początku nie będą idealne i będzie potrzeba trochę czasu i pracy, aby się na nowo "ogarnąć". 

Jeśli chodzi o analogi insuliny długodziałającej (Lantus, Levemir) sprawa jest prosta, bo bazę podajemy raz na dobę. W przypadku podawania jako insuliny długodziałającej np. Insulatardu dawkę należy podzielić na ranną i nocną. Z tego co pamiętam dawka poranna powinna być mniejsza niż nocna, np. 8j rano, 12j na noc. Będąc w szpitalu poprosiłam o wypisanie recepty na Lantus, bo jednak przy jednym wstrzyknięciu o wiele łatwiej jest wszystko ogarnąć i można go podać w każdym momencie doby.

Tyle dowiedziałam się w szpitalu odnośnie przejścia z pompy na peny. Jestem bardzo ciekawa Waszych doświadczeń w tym zakresie. Wszelakie wskazówki również są mile widziane! :-)

sobota, 16 maja 2015

Wkłucie na udzie - moje odczucia

Będąc w szpitalu na szkoleniach dowiedziałam się, że można też wkłucie zakładać na udzie. Wcześniej jakoś nigdy nie próbowałam zakładać tam wkłucia, tak więc przy najbliższej okazji postanowiłam spróbować wkłucia w nowym miejscu. Na udach, tak samo jak na ramionach nie mam zrostów, bo są one nieużywane od 2010 roku (wtedy to przeszłam z penów na pompę). Te miejsca są więc również nie nainsulinowane. Po 2 godzinach od założenia wkłucia, a miało to miejsce standardowo przed obiadem, cukier był na poziomie 205 mg/dl, ale później sam ładnie spadł. Cukry trzymały się dobrze przez całe 3 dni, więc insulina dobrze się wchłaniała. Następne wkłucie w szpitalu również założyłam na udo, kolejne w domu również. Niestety po dwóch ostatnich zostały mi nieładne czerwone odczyny, a wyjmowanie ostatniego wkłucia zakończyło się niestety potokiem krwi :-/ Wkłucie na udzie jest też niestety średnio wygodne - bardzo łatwo wyrwać je w trakcie ściągania spodni czy bielizny podczas korzystania z toalety/ rozbierania się. 

Plusy:
  • dobre wchłanianie się insuliny
Minusy:
  • łatwo wyrwać wkłucie
  • odczyny
  • przy większym wysiłku możliwe hipoglikemie.

Jak widać minusów jest więcej jak plusów, więc raczej do wkłucia na udzie już nie wrócę. Do wypróbowania zostały mi jeszcze tzw. "boczki"- kiedyś już próbowałam, ale ból był taki, że nie dałam rady się tam wkłuć :(

A jak tam u Was z wyborem miejsc na wkłucia? Próbowaliście na udzie? :)

czwartek, 29 stycznia 2015

Dlaczego w moim słowniku nie istnieją takie pojęcia jak "dieta" czy "zdrowe odżywianie"?

Od zawsze byłam niejadkiem, wybrzydzałam jeśli chodzi o jedzenie. Nie jadłam marchewek prosto z ogródka babci, nie ciągnęło mnie do rzodkiewek czy pomidorów. Ryby śmierdziały, i śmierdzą, od zawsze i są niesmaczne. Ziarniste chleby są nie do przełknięcia. Gdy zachorowałam na cukrzycę w wieku ośmiu lat było ciężko. Jedynymi rzeczami jakie jadłam w razie głodu i które niezbyt (albo i wcale) nie podnosiły cukru były: szynka, gotowane jajka i kiszone ogórki. W szpitalnej lodówce w pojemniku zawsze miałam świeży zapas, który przywozili rodzice. Gdy wyszłam ze szpitala i zaczęło się normalne, codzienne życie, nic się nie zmieniło. Mama nie podporządkowywała całej rodziny pod moją "dietę". Odkąd pamiętam jadłam "normalnie". Na podwieczorek był naturalny jogurt i jabłko, później Jogobella bez cukru, wafelki "bez cukru" (bo przecież węglowodany i tak miały), czekolada bez cukru, itd. Czasem mama zamiast tego pozwalała mi zjeść kawałek placka, małego batonika. Muszę też zaznaczyć, że nie było ze mną problemów typu "podkradanie insuliny"(i podawanie sobie jej "na oko" przy pomocy ołówka i igły- tak, dzieciaki są pomysłowe) czy "opychanie się do granic możliwości". Mama zawsze mówiła: "Możesz jeść wszystko, ale z umiarem- coś zamiast czegoś". Wiedziała, że jeśli zacznie narzucać mi do jedzenia rzeczy, których nie lubię i mi nie smakują zacznę się buntować i będzie tylko gorzej. 



Dziś mam prawie 27 lat i wiele się nie zmieniło. Umiem przeliczać węglowodany, białka i tłuszcze, mam już ogarnięte ile WW ma np. pączek z Lidla/ Grocholi, ile ma maminy kawałek sernika, ile insuliny podać na drinka ze słodkim sokiem/Pepsi/Spritem/itp, odwiedzam McDonalds'a. Nadal nie jem warzyw jak normalny człowiek, CHOCIAŻ polubiłam ogórki w mizerii i jem surówki, które dają w restauracjach (oczywiście tylko te ulubione zjem, nie wszystkie). Nadal również nie jem ryb ;-)



Nie jestem i chyba nigdy nie będę przykładnym diabetykiem, który zwraca uwagę na jedzenie, przykłada się do wszystkiego. Owszem, mam braki w jadłospisie, ale nic z tym nie zrobię. I chyba na zawsze zostanę już taka trochę niepokorna. 



Jedynym momentem w jakim będę musiała się "ogarnąć" będzie czas planowania ciąży, zachodzenia w nią i donoszenia szczęśliwie do końca. Nie ukrywam, że boję się tego czasu- jak sobie poradzę z tym moim "wysublimowanym" podniebieniem.

Rozumiem, że wiele osób może potępiać taki styl bycia i odżywiania, ale w tym momencie tylko i wyłącznie mój problem ;-)