Witajcie serdecznie w Nowym Roku! Zaczynam go od razu z pompą w postaci konkursu :-) Nowy Rok to dla większości z nas postanowienia i plany- ja już swoje mam i mam ogromną nadzieję, że uda mi się je zrealizować. Wy również na pewno macie jakieś swoje postanowienia. I właśnie ich dotyczy dzisiejszy konkurs- wystarczy wypełnić formularz, który znajdziecie na dole wpisu. Wygrają trzy najlepsze według mnie odpowiedzi.
A teraz przejdźmy do nagród :-)
I MIEJSCE - słoiczek glukozy w tabletkach o smaku pomarańczowym firmy Wallgreens prosto z USA, formularz nowych naklejek na Accu Chek Performa Nano, płyta z filmikami edukacyjnymi Accu Chek wraz z "kartą ratunkową" do portfela, 2 waciki Skin Tac, dzięki którym wkłucie czy sensor będzie mocniej i dłużej siedziało na skórze.
II MIEJSCE - kalendarzyk kieszonkowy Accu Chek, formularz nowych naklejek na Accu Chek Performa Nano, płyta z filmikami edukacyjnymi Accu Chek wraz z "kartą ratunkową" do portfela, 2 waciki Skin Tac, dzięki którym wkłucie czy sensor będzie mocniej i dłużej siedziało na skórze.
III MIEJSCE - czarna opaska "Mam cukrzycę", formularz nowych naklejek na Accu Chek Performa Nano, płyta z filmikami edukacyjnymi Accu Chek wraz z "kartą ratunkową" do portfela, 2 waciki Skin Tac, dzięki którym wkłucie czy sensor będzie mocniej i dłużej siedziało na skórze.
Konkurs potrwa od dziś, tj. od 2 stycznia 2016r. do 12 stycznia 2016r.do północy Wyniki konkursu wraz z odpowiedziami, które uznałam za najatrakcyjniejsze, pojawią się na blogu do 17 stycznia 2016r. Jako organizator konkursu pokrywam koszt wysyłki nagród.
POWODZENIA! :-)
sobota, 2 stycznia 2016
sobota, 19 grudnia 2015
Prezenty last minute, czyli co kupić diabetykowi w prezencie
Święta Bożego Narodzenia tuż tuż, więc jest to ostatni moment na zrobienie prezentów. Czasem chcemy, aby prezent, który dajemy komuś od serca trafił w jego gusta, zainteresowania. W dzisiejszym poście krótko, zwięźle i na temat chcę Wam przedstawić moje propozycje prezentów, które można podarować diabetykowi.
1) Książka kucharska:
2) Kosmetyki:
3) Słodycze:
4) Masażer- idealnie sprawdzi się przy rozmasowywaniu zrostów na brzuchu czy udach:
5) Torba termoizolacyjna:
6) Waga kuchenna:
7) Bon prezentowy, jeśli nie wiemy co takiej osobie akurat by się przydało:
poniedziałek, 7 grudnia 2015
Psychologia w cukrzycy - część I
Dowiadywanie się czegokolwiek nie jest przyjemne.
Najczęściej lubimy wiedzieć, ale dowiadywać się już niekoniecznie. Taki
paradoks trochę. Niemniej, proces samego dowiadywania się i oswajania z nową
sytuacją jest bardzo trudny, czasochłonny, często wręcz bolesny. A mimo tego,
nie zawsze da się go uniknąć. Czasem dowiemy się czegoś, co nie tylko nami
wstrząśnie, ale też zmieni nasze życie o 180 stopni. Dzieje się tak np. wtedy,
gdy dowiadujemy się, że wykryto u nas jakąś chorobę przewlekłą. Targają nami
sprzeczne emocje, często bardzo gwałtowne. Trudno jest nam się odnaleźć w nowej
rzeczywistości, która od tej właśnie chwili MUSI się zmienić.
W jaki sposób zrozumieć osobę, która dowiaduje się, że ma
cukrzycę? Jakie stany emocjonalne mogą się pojawić w trakcie oswajania się z
chorobą?
Cóż, każdy człowiek na swój indywidualny sposób próbuje
sobie radzić z nowymi sytuacjami. Obserwując chorych zmagających się z
diagnozą, można zauważyć pewien powtarzający się schemat uczuć i zachowań,
które za nimi podążają. Dopiero, gdy sobie to uświadomimy i zrozumiemy, co
targa takim człowiekiem, możemy być w stanie go zrozumieć. Jego i siebie, jeśli
to my chorujemy i starać się na to wpłynąć.
Stany emocjonalne, których może doświadczyć człowiek
otrzymujący diagnozę cukrzycy, są takie, jak te, gdy doświadczamy żałoby. W
przypadku choroby przewlekłej – musimy pożegnać się i pochować dotychczasowe
życie, a zatem jest to swego rodzaju specyficzny rodzaj żałoby. Są to:
·
zaprzeczenie (w tym także lęk i izolacja),
·
gniew,
·
targowanie się,
·
depresja,
·
akceptacja.
I tak, jak w przypadku żałoby po stracie bliskiej osoby,
tak i w tym, nie każdy przechodzi wszystkie te stadia. Nie każdy też przechodzi
je po kolei. Bywa też tak, że po przejściu kilku, wracają poprzednie,
przeplatają się, mieszają i trwają bardzo długo. Istnieje też możliwość, że
pogodzenie się z cukrzycą nie wystąpi wcale.
DIAGNOZA
Zetknięcie się z czymś zupełnie nowym i nieznanym, często
postrzegamy jako coś zagrażającego. Wielu chorych nie dopuszcza do siebie w
ogóle myśli, że cukrzyca jest chorobą nie tylko przewlekłą, ale przede
wszystkim nieuleczalną i oczywiście da się z nią żyć i wieść w miarę normalne
życie pod pewnymi kontrolowanymi warunkami, jednak będzie ona ich towarzyszką
już do końca i muszą się z tym liczyć.
Bywa tak, że lekarze nie zawsze potrafią w empatyczny i
jasny sposób przekazać informacji o chorobie oraz o niezbędnych zmiana, które
chory będzie musiał wprowadzić w swoim życiu, co prowadzi do ogromnego lęku,
niepewności, a w skrajnej sytuacji może skutkować niechęcią do wizyt
lekarskich, które są niezbędne.
Wiele oczywiście zależy od osobowości chorego i jego
wieku. W sytuacji wykrycia choroby u dziecka, największy ciężar przyjmują na
siebie rodzice, którzy muszą potem wszystko po swojemu wytłumaczyć maluchowi.
Dorośli i młodzież zastanawiają się już bardziej świadomie nad ewentualnymi
powikłaniami, zagrożeniami i wszystkimi skutkami choroby, o jakich mówi lekarz.
Chory może czuć się tym wszystkim przytłoczony i szukać ucieczki. Izolować się.
Zamykać w pokoju. Odcinać od znajomych czy rodziny. To naturalny proces, który
nie jest stałym sposobem radzenia sobie z trudną diagnozą. Najczęściej
przechodzi sam. Powinno się dać choremu trochę czasu na przyswojenie i
przetworzenie natłoku ważnych informacji na temat jego życia w spokoju.
ŚWIADOMOŚĆ
Gdy informacja o chorobie zaczyna docierać do świadomości,
najczęściej pojawia się gniew. Ukierunkowany na najbliższe otoczenie, lekarza,
rodzinę, los, boga, przyjaciół, samego siebie. Chory wini siebie za
nieodpowiedni styl życia, za brak uprawiania sportu, złą dietę, za wiele innych
możliwych przyczyn. Większość diabetyków tego doświadcza, a apogeum może
osiągnąć, gdy w życie trzeba wprowadzić zastrzyki z insuliny, godziny posiłków,
dietę, co może znacznie zmienić codzienne funkcjonowanie.
Pozostawanie bardzo długo w fazie gniewu może być
niebezpieczne, bo często powoduje niechęć do zastosowania leczenia, zmian w
diecie, wysiłku fizycznego i innych zaleceń lekarskich. W rozmowach z
pacjentami często pojawia się pytanie DLACZEGO JA? Dlaczego nie ten 90letni
staruszek, który już długo nie pożyje? Dlaczego nie ktoś, kto jest złym
człowiekiem?
Na tym etapie niezwykle ważne jest wsparcie bliskich i w
niektórych przypadkach także psychologa, którzy okażą bardzo duże zrozumienie.
Czasem chory odpycha rodzinę, przez co bycie przy nim może być trudne i
obciążające psychicznie, ale należy wtedy pamiętać o tym, że diabetyk, jak
każdy człowiek, ma prawo odczuwać każdą emocję, a my powinniśmy próbować go zrozumieć
i być otwarci na rozmowę o tym.
DALSZE ŻYCIE
Pomimo tego, że chory doświadcza etapu gniewu, najczęściej
przyjmuje do wiadomości wszystkie informacje i zaczyna stosować zalecenia
lekarskie. Taki scenariusz jest oczywiście bardzo optymistyczny, jednak bywa
też tak, że pacjenci chcą się targować z cukrzycą. Przykładowo: chcą
przestrzegać wszystkich wskazówek, pod warunkiem, że lekarz da słowo, że nie
wystąpią inne powikłania lub cofnie te, które już wystąpiły. Jest to usilna
próba odzyskania i sprawowania jak największej kontroli nad własnym życiem,
spod którego usunął się grunt, gdy chory usłyszał diagnozę.
Jak wspominałam wcześniej, poszczególne fazy mogą nie
wystąpić w ogóle, tak samo jest z targowaniem się, jednak gdy się pojawi, może
pójść w dwóch kierunkach.
1.
Negatywnym – głównie stany depresyjne i lękowe,
silne poczucie winy, wstyd związany z chorobą. Często, gdy depresja trwa długo,
wymaga nie tylko terapii, ale także włączenia leczenia psychiatrycznego.
2.
Pozytywnym – pogodzenie się z chorobą, akceptacja
aktualnego stanu, co nie zawsze jest stanem stałym. Zdarza się, że okresy
akceptacji, np. pod wpływem silnego stresu mogą wrócić do którejś z poprzednich
faz.
MOTYWACJA
Po przejściu tych wszystkich faz i dojściu do ostatniej –
akceptacji choroby przewlekłej, dochodzimy dopiero do motywacji, która jest
niezbędna do prowadzenia życia z cukrzycą. Dlaczego dopiero wtedy? Ponieważ
nowe cele życiowe możemy określać dopiero wtedy, gdy połączymy niezbędną wiedzę
(np. lekarską) razem z przepracowaniem wszystkich emocji, które nam nie służą.
Czasem zdarza się, że gdy doświadczamy choroby
przewlekłej, zaczynamy stawiać sobie cele niemożliwe do zrealizowania. Chcemy
za wszelką cenę osiągnąć perfekcjonizm w leczeniu. Dlatego ważne jest, by
stawiając sobie konkretny cel, zadać sobie kilka pytań:
·
Co, kiedy i w jaki sposób KONKRETNIE chcę
osiągnąć?
·
Dlaczego chcę to osiągnąć?
·
Jakie korzyści będę mieć z osiągnięcia tego
celu?
·
W jaki sposób osiągnięcie tego celu wpłynie na
moje życie?
·
W jaki sposób będę wiedzieć/po czym poznam, że
cel został osiągnięty?
Musimy pamiętać, by cel był przede wszystkim realny, tzn.
możliwy do osiągnięcia. Jeśli chcemy zrzucić kilka kilogramów i zamiast
przejścia na zdrową dietę, zaczniemy się głodzić – na pewno nie uda nam się
zrealizować celu, wprowadzimy się w gorszy stan fizyczny i psychiczny. Cel
powinien być konkretny. Najlepiej zapisać go sobie w jednym zdaniu i
odpowiedzieć sobie na powyższe pytania z nim związane.
Człowiek jest całością. Psychika wpływa na funkcjonowanie
fizyczne i na odwrotnie. Ważne jest, byśmy umieli wykorzystać informacje o
naszych stanach emocjonalnych do kierowania myśleniem i zachowaniem. W
przypadku cukrzycy, wiemy, że różne emocje mogą być spowodowane wahaniami
poziomu cukru, a lepsze rozumienie naszej psychiki ułatwi choremu lepiej
kontrolować chorobę i utrzymywać pozytywne relacje z otoczeniem.
*Źródła:
Eliasz, A., Wrześniewski, K. Ryzyko chorób psychosomatycznych: Środowisko i temperament a Wzór Zachowania A. Wrocław: Ossolineum (1998).
Korzon-Burakowska, A., Adamska, K. Psychologiczne aspekty leczenia cukrzycy. Diabetologia Polska (1997), 4, 238-739.
O'Connor, J., Seymour, J NLP. Wprowadzenie do programowania neurolingwistycznego. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka. (1996).
Snoek, F.J., Skinner, T.Ch. (red.). Psychology In Diabetes Care. Chichester: Jon Wiley & Sons, Ltd (2000).
*Źródła:
Eliasz, A., Wrześniewski, K. Ryzyko chorób psychosomatycznych: Środowisko i temperament a Wzór Zachowania A. Wrocław: Ossolineum (1998).
Korzon-Burakowska, A., Adamska, K. Psychologiczne aspekty leczenia cukrzycy. Diabetologia Polska (1997), 4, 238-739.
O'Connor, J., Seymour, J NLP. Wprowadzenie do programowania neurolingwistycznego. Poznań: Wydawnictwo Zysk i S-ka. (1996).
Snoek, F.J., Skinner, T.Ch. (red.). Psychology In Diabetes Care. Chichester: Jon Wiley & Sons, Ltd (2000).
www.mojacukrzyca.org/
________________________________________________________________
Monika Kotlarek - psycholog, ukończyła Wyższą Szkołę Psychologii Społecznej we Wrocławiu, obecnie szkoli się na psychoterapeutę poznawczo- behawioralnego. Więcej informacji, wpisów oraz kontakt do Moniki znajdziecie tutaj -> www.psycholog-pisze.pl
sobota, 3 października 2015
Utrata przytomności w cukrzcy
Grzegorz z lifenotes.pl spytał mi się dzisiaj czy byłam zmuszona podczas trwania mojej choroby skorzystać z Glukagonu. Postanowiłam, że napiszę o tym kilka słów. Zamierzałam napisać krótko o tym na Facebooku, ale wyszło za długie, więc stanęło na zrobieniu osobnego wpisu :-)
W sumie przez prawie 20 lat straciłam przytomność 3 razy:
1) Było to jakiś rok po zachorowaniu, miałam 9 lat. Wstałam z cukrem ok. 95, mama podała mi Mixtard, dała małego cukierka, kazała mi się ubrać, umyć zęby i przyjść zjeść śniadanie. Ubrałam się szybko, poszłam do łazienki i ostatnia rzecz jaką pamiętam przed utratą pamięci to to, że odkręciłam tubkę z pastą do zębów. Obudziłam się już w łóżku, patrząc na krzyżyk wiszący na szyi pani doktor. Okazało się, że długo nie wychodziłam z łazienki, mama znalazła mnie opartą o półkę w łazience. Była tak przerażona, że po podaniu zastrzyku nie była pewna czy zrobiła to dobrze (była przerażona wiotkością mojego ciała i tym jakiej siły musiała użyć, żeby wbić mi igłę w ciało), zadzwoniła więc po pogotowie. I przez to pół dnia spędziłyśmy w izolatce na oddziale dziecięcym, nie wiadomo w ogóle po co, bo lekarze w wągrowieckim szpitalu mieli bardzo małe pojęcie o cukrzycy. Tak w ogóle miał to być super dzień, miały być występy w szkole (mieliśmy się przebrać za Ekoludka, nie wiem po co, może to był Dzień Ziemi albo pierwszy dzień wiosny, nie pamiętam).
1) Było to jakiś rok po zachorowaniu, miałam 9 lat. Wstałam z cukrem ok. 95, mama podała mi Mixtard, dała małego cukierka, kazała mi się ubrać, umyć zęby i przyjść zjeść śniadanie. Ubrałam się szybko, poszłam do łazienki i ostatnia rzecz jaką pamiętam przed utratą pamięci to to, że odkręciłam tubkę z pastą do zębów. Obudziłam się już w łóżku, patrząc na krzyżyk wiszący na szyi pani doktor. Okazało się, że długo nie wychodziłam z łazienki, mama znalazła mnie opartą o półkę w łazience. Była tak przerażona, że po podaniu zastrzyku nie była pewna czy zrobiła to dobrze (była przerażona wiotkością mojego ciała i tym jakiej siły musiała użyć, żeby wbić mi igłę w ciało), zadzwoniła więc po pogotowie. I przez to pół dnia spędziłyśmy w izolatce na oddziale dziecięcym, nie wiadomo w ogóle po co, bo lekarze w wągrowieckim szpitalu mieli bardzo małe pojęcie o cukrzycy. Tak w ogóle miał to być super dzień, miały być występy w szkole (mieliśmy się przebrać za Ekoludka, nie wiem po co, może to był Dzień Ziemi albo pierwszy dzień wiosny, nie pamiętam).
2) Również czasy podstawówki, sobotnie albo niedzielne śniadanie. Zawsze jedliśmy je w pidżamach, ja oglądałam jeszcze bajki leżąc w łóżku rodziców. Mama podała mi Mixtard, usiedliśmy do śniadania, a ja zamiast jeść to siedziałam tak i patrzyłam się w talerz. Mama spytała mi się, dlaczego nie jem, a ja na to z krzykiem: "jak mam jeść jak jest mi słabo?!" i padłam. Na szczęście nie twarzą w talerz ;-) Jak poprzednio obudziłam się w łóżku, tym razem już bez pogotowia, bo mama wiedziała czego się spodziewać i co jak zrobić. Jak się obudziłam to dokończyłam śniadanie. Momentu krzyczenia, że mi słabo absolutnie nie pamiętam.
3) Ostatnia utrata przytomności miała miejsce w listopadzie 2008 roku. Mój narzeczony, a obecnie mąż był w Wielkiej Brytanii, mieliśmy więc możliwość pogadania wieczorem po pracy na GG. O 22:00 podałam sobie Insulatard, trafiłam w naczynie. Niezbyt się tym przejęłam, ot, kolejny siniak. Z chwili na chwilę coraz bardziej bolał mnie żołądek, robiło mi się niedobrze. Cukier 96, zrobiłam sobie kanapki, zjadłam, ale nadal było coś nie tak. Za chwilę znów zmierzyłam cukier- 70. Zaczęłam jeść cukier. Za 10 minut znów mierzę-60. Zjadłam jeszcze cukru i poszłam po mamę, było koło północy. Wchodząc do pokoju czułam, że miękną mi nogi, a podczas mówienia plątał mi się język. Zdążyłam powiedzieć co się dzieje, wróciłyśmy do mojego pokoju. Pamiętam, że leżałam i płakałam jak to mi strasznie słabo. Po jakimś czasie wstałam i wróciłam do pisania na GG. Rano wstałam i zdziwiłam się, że na moim biurku leży Glukagen. Schowałam go więc z powrotem do lodówki. Okazało się później, że straciłam przytomność, ale zupełnie tego nie zarejestrowałam (pewnie temu, że przed i po utracie byłam w tym samym miejscu).
Zdarzały mi się również sytuacje (najczęściej wynikające ze zbyt dużej ilości bolusów na dzień, które się na siebie nakładały), w których sama podawałam sobie Glukagen. Najczęściej cukier leciał na łeb, na szyję, a ja czułam się coraz gorzej, miałam coraz większe mdłości i nie mogłam już nic przełknąć. Wtedy podawałam sobie 1/4 dawki. Najczęściej i tak cukier szybował tak wysoko, że kończyłam całą "imprezę" w łazience wymiotując.
Odnośnie utraty przytomności z powodu ciężkiej hipoglikemii najważniejsze jest, aby:
- mieć zawsze ze sobą ważny (nie przeterminowany) Glukagen,
- osoby przebywające z nami wiedziały, że chorujemy i potrafiły zadziałać (podać zastrzyk albo chociaż zadzwonić po pogotowie),
- mieć przy sobie informację, że chorujemy na cukrzycę (opaska lub karta w portfelu).
Mając świadomość, że różnie może to być, bo tak naprawdę nie znamy dnia ani godziny, kiedy stracimy przytomność, NIE WYOBRAŻAM SOBIE SYTUACJI, ŻE OSOBY MNIE OTACZAJĄCE NIE WIEDZĄ, ŻE CHORUJĘ NA CUKRZYCĘ. Nie mówię tu o podróżowaniu pociągiem czy autobusem, ale o osobach najbliższych, przyjaciołach czy znajomych, z którymi wybieramy się na imprezę czy np. w szkole. Nie informując swojego najbliższego otoczenia, że chorujemy na cukrzycę ryzykujemy własnym życiem.
niedziela, 27 września 2015
Co dała mi pompa? Co mnie w niej wkurza? Jak to w ogóle jest?
Przeglądając dzisiaj przy popołudniowej kawce aktywności na Facebooku naszło mnie na przemyślenia: co dała mi pompa? Czy jest mi lepiej/ łatwiej z nią niż na penach? Co mi ułatwiła?
Kiedy zdecydowaliśmy się z mężem na zakup pompy insulinowej nachodziły mnie myśli typu "czy sobie poradzę?, jak będę z nią funkcjonować? jak z tym spać? gdzie ją schować?", itp. No ale, klamka zapadła, będzie trzeba kombinować i się przestawić. Pierwsza noc z pompą była nieprzespana. Bałam się, że ją zduszę, że wyrwę wkłucie, że powciskam ciałem przyciski i pójdzie niezaplanowany bolus bez jedzenia. Nic takiego się nie stało, więc kolejne noce były już spokojniejsze. Kolejnym wielkim stresem był powrót do domu. W szpitalu byli lekarze, o wszystko mogłam w każdej chwili zapytać. W domu jestem sama i nie ma mi kto pomóc, podpowiedzieć. W tym momencie również moja mama została całkowicie odizolowana od mojej choroby, bo nie była "na bieżąco". Wyszłam ze szpitala podłączona do pompy w piątek, a w sobotę miałam kolejne zadanie- pojechać na uczelnię. Początkowo nosiłam pompę w skórzanym etui dołączanym do pomp Medtronic, cholernie niewygodnym (nota bene, wczoraj wywaliłam je do śmieci :-P ). Wielka "buła" odstawała mi spod bluzy, a jak dałam ją na wierzch to w ogóle, bluza się zadzierała do góry, cuda na kiju. No i ludzie pytali. To był najmniejszy problem, bo od dziecka nie mam problemów z mówieniem o mojej chorobie. Później zaczęłam nosić pompę w kieszeni spodni albo w neoprenowym etui. Tak było najlepiej. Pojawił się problem z sukienkami. Bo najlepiej jakby miały kieszenie. Na to też szybko znalazłyśmy rozwiązanie. Mama umie szyć, więc zaczęła szyć mi takie sukienki i spódniczki, żebym spokojnie mogła schować w nich pompę. Ba, nawet uszyła mi opaskę na udo, żebym mogła nosić sukienki i spódniczki bardziej dolegające do ciała.
To tak dłuższym słowem wstępu. Co dała mi pompa?
Pompa dała mi przede wszystkim możliwość ustawienia bazy tak, żebym nie musiała wstawać o 4 rano i dostrzykiwać insuliny. Pompa jest cudownym "lekiem" na zjawisko brzasku.
Będąc na pompie i notując wszelkie wyniki, jedzenie, wysiłek, itd. o wiele łatwiej jest mi dojść, gdzie i w którym momencie mam za mało insuliny. Przykładowo ostatnio po kolacji w godzinach 21-22 mam podwyższony cukier. Czyli po prostu zwiększam dawkę, która leci 3 godziny wcześniej. Zobaczę jak będzie jutro i ewentualnie jeszcze zwiększę albo zmienię przelicznik z 1,2j/1ww na 1,5j.
Kalkulator bolusa- kolejna mega rzecz. Wprowadzasz dane, a pompa sama liczy za ciebie ile potrzebujesz na korektę i na bolus. Wcześniej robiłam to z kartką i kalkulatorem, ale najczęściej podawałam insulinę "na oko", bo nie chciało mi się liczyć.
Bolusy złożone i przedłużone- na penach zjedzenie pizzy zawsze kończyło się koszmarnymi cukrami, teraz już tak nie jest.
Choroba- przy grypie czy jakimś cholernym stanie zapalnym cukry uwielbiają szybować do góry. Na penach zawsze było mi ciężko to opanować. Z kolei na pompie po prostu zwiększam dawkę podstawową nawet na 200% jak potrzeba i jest ok.
Mniejsza ilość ukłuć. 1 na 3 dni, a nie 7 dziennie.
Żeby podać bolus nie muszę ani uciekać do łazienki ani wywalać przed obcymi w restauracji pół brzucha na widok ;-)
Na pewno łatwiej jest mi z pompą opanować kwestie dotyczące wysiłku fizycznego.
Wszystko ma swoje plusy i minusy, pompa również. Co mnie w niej wkurza?
Wkłucia. Przede wszystkim. Według producentów pomp i lekarzy najlepszym miejscem na wkłucia jest brzuch. Tylko co z tego jak miejsce na brzuchu jest ograniczone i bez zmiany miejsc nie można często dobrze o nie zadbać. Powstają zrosty, w które zdarza mi się trafiać. Czasem od razu pojawia się ból i od razu je wymieniam, bo nie mogę wytrzymać, a czasami dopiero po wymianie widzę, że coś jest nie tak, oczywiście po cukrach. Wkłucia teflonowe mają to do siebie, że lubią się zaginać. Ba, nawet lekko przekrzywione wkłucie potrafi namieszać w wynikach.
Przy tak lekko zakrzywionym wkłuciu cukry utrzymywały się na poziomie 140-160 mg/dl. Niby nie strasznie, ale jednak wiedziałam, że coś jest nie tak, bo zapotrzebowanie na insulinę nie rośnie aż tak nagle z dnia na dzień.
Pompa na plaży. Po tegorocznym pobycie w Kołobrzegu już wiem, co należy robić, żeby było ok. Przede wszystkim naciągać tylko tyle insuliny, ile mniej więcej potrzeba na 1, góra 2 dni. Nawet jak wydawało mi się, że przecież nie jest gorąco to insulinę i tak trafiał szlag, a cukry robiły co chciały. No i trzeba uważać na piasek, żeby nie dostał się do silnika, bo to może spowodować jego zatarcie.
Żadna pompa nie jest wieczna. I to przeraża mnie najbardziej. W 2009 roku wydałam na moją 715-tkę 8,5 tysiąca złotych. Z tego co widzę to ludzie piszą, że po 6-7 latach odmawia ona posłuszeństwa. Psychicznie jestem nastawiona na to, że może paść w każdej chwili.
Ceny. Pompy są drogie, monitoring glikemii również. Na to drugie raczej nigdy sobie nie pozwolę za własne pieniądze. Sensor za ca. 200 zł i trafienie przez przypadek w naczynie. 200 zł do śmieci. Wkłuć aż tak mi nie żal, bo obecnie płacę za jedno 9 złotych (refundacja powyżej 26rż).
Ani peny ani pompa nie są doskonałe. To my musimy zadecydować jaka forma leczenia będzie dla nas wygodna, co będziemy tolerować, co nam odpowiada.
czwartek, 17 września 2015
Bo noszenie pompy nie musi być nudne :-)
Gdy rozpoczynałam swoją przygodę z pompą insulinową, a było to 6 lat temu, usilnie poszukiwałam czegoś ciekawszego i weselszego niż ciemne i drogie oryginalne etui od Medtronica. Na brytyjskich czy amerykańskich stronach było od groma cudnych, kolorowych saszetek. Na szczęście teraz możemy przebierać w ofertach firm, które zajmują się szyciem takich etui.
Dzięki uprzejmości pani Kasi ze sklepu Słodziakom.pl otrzymałam takie szyte etui. Wybrałam motyw komiksowy, który chciałbym Wam dzisiaj zaprezentować w dzisiejszym wpisie.
Saszetka jest uszyta z miękkiego materiału. W środku dodatkowo między warstwami materiału została umieszczona gąbka, która stabilizuje i chroni pompę insulinową. Zamykana jest na zamek błyskawiczny. Do saszetki doszyta jest dwucentymetrowa gumka z zapięciem, którą można regulować, więc jest to produkt nie tylko dla dzieci, ale i dorosłych.
Wymiary takiego etui to 8 cm x 11 cm x 2 cm, a maksymalna długość paska wynosi 80 cm. Jeśli potrzebujemy dłuższy pasek to wystarczy o tym poinformować na etapie składania zamówienia.
Etui jest bardzo starannie wykonane, w środku ma wszytą nawet metkę, więc nie jest to produkt "no name" :-)
Na pewno nie raz wsadzę w nie moją pompę i polecę na spacer czy spotkanie ze znajomymi :-) A w sklepie znajdziecie nie tylko saszetki na pompy insulinowe, ale również koszulki i misie.
piątek, 19 czerwca 2015
Zmiany, które wprowadziłam w życiu
Nie będę ukrywać, pobyt w szpitalu na "tygodniu pompowym" dał mi dużo, rozjaśnił kilka rzeczy. Od pewnego czasu zaczęłam wprowadzać niektóre rzeczy w życie. Tak, tak, powinnam była to zrobić już wcześniej, ale tak to czasem bywa- potrzebny jest impuls. Co takiego robię, żeby moje cukry były lepsze?
Zaczęłam wymieniać regularnie wkłucia
Obecnie nie zdarza mi się trzymanie wkłucia dłużej niż 4 dni (wcześniej dociągałam nawet do 6). Po wymianie wkłucia, dzięki Waszym radom, zwiększam bazę na 150% na 1,5-2 godziny. Cukry są o wiele lepsze, nie mam już problemu z cukrami na poziomie 200 kilka godzin po wymianie wkłucia.
Przestałam bać się nocnych niedocukrzeń
Mając cukier na poziomie 100-120 przed snem nic nie dojadam, ewentualnie wypijam kilka łyków soku i idę spać. Czasem mierzę cukier w nocy jak się obudzę. Wiem, że w szpitalu ustawili mi bazę na tip-top i nie ma możliwości, żebym przy prawidłowym "prowadzeniu się" miała w nocy hipo.
Zaczęłam się ruszać
Nie jest to jakiś spektakularny wysiłek, ale COŚ ROBIĘ! Jeżdżę na rowerze (póki co max. to 17 km wokół naszego miasta), chodzę na spacery, a jak jest brzydka pogoda to robię przysiady. Wysiłek fizyczny planuję tak, żeby nie mieć w sobie aktywnej insuliny podanej do posiłku tak jak radzili nam w szpitalu. Mimo kilkugodzinnych wycieczek rowerowych do tej pory nie zaliczyłam ani jednego hipo, co najwyżej jakieś 75-80 mg/dl, na które zawsze coś dojadam (obecnie hitem u mnie są batony proteinowe i batony musli z Biedronki).
Zaczęłam inaczej reagować na niedocukrzenia
Kiedyś normą było u mnie zjedzenie 5 saszetek cukru, popicie ich słodkim sokiem i dopchanie się niemożliwą ilością ciastek. Skończyło się. Teraz wypijam 200 ml soku (w kartoniku, kupuję w marketach) i zjadam coś normalnego (np. kanapkę) albo i nienormalnego (dobra, zjem te ciastka, ale góra 2, a nie całą paczkę).
Zmieniłam tryb jedzenia
Jeśli zjadam obiad o 15:00 to najwcześniej jem kolację po 18:00. Skończyłam z podjadaniem co godzinę- półtora. Do bolusa do obiadu dorzucam od razu insulinę na na kawę i ciasteczko czy loda (o ile mam ochotę coś zjeść), a nie podaję kolejnego bolusa za godzinę. Ograniczyłam fast foody do ewentualnego zjedzenia czegoś w weekend, a nie 3 razy w tygodniu. Nie mam nawet ochoty na żelki.
Nadal prowadzę tradycyjny dzienniczek
Notuję w nim wszystko - wysiłek fizyczny, tymczasowe zmiany bazy, co jadłam, o której, kiedy wymieniałam wkłucie (+notuję dzień następnej wymiany), notuję nawet jak boli mnie głowa. Robię to nie tylko dla siebie, ale i dla lekarza - nie raz zdarzyła mi się sytuacja, że lekarka pyta mi się "o, a tu co było", a ja oczy wywalam, bo nie pamiętam czasem co było tydzień temu.
Ciekawa jestem, ile to potrwa :-) Mam nadzieję, że jak najdłużej, bo w końcu udało mi się zejść na glukometrze poniżej 140mg/dl na 2 tygodnie.
Dzisiaj zaczęłam też myśleć o ustawieniu dodatkowego schematu na weekendy, bo wtedy jednak mój dzień wygląda inaczej- wstaję później, jem co innego na śniadanie. Obrona za 2 tygodnie, więc skończą się wyjazdy na uczelnię i to całe pomieszanie z poplątaniem.
Poczekamy - zobaczymy. Póki co mobilizacja jest :-)
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























